Z MIŁOŚCI DO SUBARU: O MIŁOŚCI /CZ. 1/
tekst: Agnieszka Jama

O reklamach Subaru, których ozdobą były znane twarze Hollywood pisałam kilka numerów wstecz. W ostatnim ubiegłorocznym wydaniu naszego magazynu pokusiłam się z kolei o krótkie przypomnienie spotów serwowanych na wesoło. To jednak nie wszystko, na czym chciałabym skupić się pisząc o reklamie samochodów Subaru. Pomysłów w tej materii było i jest wciąż co nie miara. Kontynuując zatem naszą reklamową serię, tym razem chciałabym zaprosić do obejrzenia wybranych spotów zbudowanych na najszczerszych ludzkich uczuciach. Zważywszy natomiast na fakt, że niedawno, w lutym, obchodziliśmy Dzień Świętego Walentego, nietrudno domyślić się, że będzie o związkach, zakochaniu i wszelkich perypetiach, które im towarzyszą.


     Specjaliści do spraw reklamy, którzy od lat pracują nad skutecznym zwróceniem uwagi na samochody Subaru, doskonale zdają sobie sprawę, że jednym z elementów decydujących o powodzeniu ich działań jest sięgnięcie po ludzkie emocje i uczucia. Stanem uniwersalnym, który prędzej czy później dopada każdego z nas, czasami nawet po kilkakroć, jest zakochanie. Owo zakochanie raz po raz pojawia się w naszych reklamach, a elementem scalającym w nich dwie połówki jest nic innego jak Subaru i jego cztery kółka.


     Zacznijmy od początku, czyli od pierwszych spotkań dwóch dążących ku sobie i przyciągających się niczym magnesy osóbek. Ile randek, tyle przeróżnych problemów, sytuacji wprawiających w zakłopotanie i towarzyszących im rozterek. Piękna ona, piękny on i… jego przepiękny pierwszy w życiu samochód. Niby wszystko gra, a jednak… coś jest nie tak, w pojeździe coś nie „gra” i to akurat w momencie, gdy kierowca za wszelką cenę chce być dżentelmenem. To się nazywa pech! Tę nieco stresującą sytuację wykorzystano w reklamie Imprezy sprzed dwóch lat, której tytułu wyraźnie wskazującego na owy felerny element samochodu zdradzić jednak nie mogę. Zobaczcie sami.


     Nasz samochód miał w każdym razie okazać się w takich sytuacjach o niebo lepszym od tego, za który przyszło się wstydzić młodzianowi i z całą pewnością do podobnych „wpadek” nie dopuszczać.



     W ubiegłorocznym spocie zatytułowanym „The Date” nasze auto odegrało z kolei rolę pośrednika w nawiązaniu kontaktu pomiędzy zasiadającym za kierownicą młodzieńcem a uroczą, poznaną w podróży nieznajomą. W rolę swata, a właściwie – swatki, wcieliła się tu również Impreza. Ileż to razy obserwujemy sytuacje, w których dwie nieznane sobie, lecz wyraźnie sobą zainteresowane osoby próbują ukradkiem wymienić pierwsze zalotne spojrzenia i z dużą dozą nieśmiałości na różne sposoby zagaić rozmowę, nawiązać coś, co trudno w tym przypadku nazwać dialogiem z prawdziwego zdarzenia. Być może sami czasami występujemy tu w rolach głównych, a w naszej głowie pulsuje wtedy jedno, jedynie pytanie: „Co zrobić, by poznać tę osobę?”. Miejsce, w którym natrafiamy na kogoś, kto nagle zwraca naszą uwagę, może znajdować się wszędzie. Ileż to znajomości zaczyna się w autobusie, w pociągu, na przystanku, czy w osiedlowym sklepiku. W naszym spocie start nowej znajomości zapewniły z kolei „cztery ściany” samochodu, który dowiózł wyraźnie zafascynowanych sobą młodych na pysznego czekoladowego shake’a. Czyżby jednak przez wyraźną nieśmiałość obydwojga na tym miała się ona zakończyć? Z pewnością tak właśnie mogłoby być, gdyby nie pomysłowość jednej ze stron. Zdradzę tylko, że złota myśl – jak to często bywa – zrodziła się w głowie jej, a nie jego. Kobieca przewidywalność zadziałała i zdziałała tutaj, co mogła – reszta niech pozostanie już zadaniem mężczyzny.



     Z mojego reklamowego „dochodzenia” wynika, że w palecie samochodów Subaru jest również i taki, który świetnie sprawdza się w roli spoiwa. Mam tu na myśli Legacy, które najwyraźniej pomaga scalać i cementować związki, a już z całą pewnością te, w których obie ze stron są ciekawe świata, żądne przygód i ekstremalnych wrażeń. Widać to bardzo dobrze w filmiku „Let’s Do That”, który reklamował nasz model również w minionym roku. Legacy może spełnić każdą zachciankę ciekawskich i dowieźć do miejsc, w których spróbować można dosłownie wszystkiego, włącznie z… robakiem. Idealne dopasowanie charakterów jej i jego, poczucie humoru oraz umiejętność przyjmowania zaskakujących, a czasem nawet krepujących sytuacji z przymrużeniem oka są tym, co gwarantuje świetną zabawę w wolnym czasie. W życiu trzeba przecież spróbować wszystkiego, by później nie żałować, że coś fajnego nas ominęło, tudzież nie robić na stare lata drugiej połówce wymówek, że to czy owo przez jej niechęć przeszło nam koło przysłowiowego nosa.



     Zaskakiwać potrafi również już dobrze scementowany związek. Czasami zdarza się, że w jednej ze stron (częściej w tej męskiej) budzi się niespodziewanie skrywana, czy też głęboko dotychczas uśpiona, pasja. Iskrą powodującą prawdziwą eksplozję silnych emocji, graniczącą niemalże z całkowitym zatraceniem się w nowym zajęciu bywa na przykład urodzinowy podarunek od żony. Środkiem umożliwiającym odkrywanie swojego „talentu” w nieznanej dotychczas dziedzinie i realizowanie się w nowym pasjonującym hobby może być nasz samochód. Najlepiej jeśli jest nim Outback. Żonie nie pozostaje wówczas już nic innego, jak tylko wspierać swojego mężczyznę w działaniu (czytaj: w dziele) i dzielnie mu towarzyszyć, nawet wtedy, gdy jego radosna twórczość nie jest do końca zrozumiała i pozostawia naprawdę wiele do życzenia.



     W tym miejscu muszę jednak cofnąć się o jeden szczebelek na drabince prezentującej przebieg znajomości. Pisząc bowiem o związku scementowanym, pominęłam moment zaślubin. Ceremonia ślubna najczęściej jest dla wybranków momentem niezwykle stresującym. Im bardziej staramy się, by wszystko było dopięte na ostatni guzik, tym częściej daje o sobie znać złośliwość losu. Nie da się ukryć, że jeden z najgorszych scenariuszy, jaki mógł przytrafić się pannie młodej, przedstawiono przed laty w reklamie Outbacka zatytułowanej „The Wedding”. Rolę kierowcy wiozącego pretendującego do roli małżonka odegrał tu Paul Hogan, a o spocie pisaliśmy już jakiś czas temu. W równym jednak stopniu jak jest nam do śmiechu w trakcie jego oglądania, tak płakać z pewnością chciało się wystrojonej w białą sukienkę przyszłej mężatce.



     Niespodziewane historie, które mogą przytrafić się w dniu ślubu, to temat rzeka. Nawet jeśli podczas kościelnej czy urzędowej ceremonii wszystko pójdzie jak z płatka i zgodnie z planem, to przecież całą masę niewiadomych niesie ze sobą miesiąc miodowy. Czasami z różnych przyczyn (niestety często finansowych, niezależnych od organizatora) miesiąc z musu skrócony zostaje do nieco wydłużonego weekendu. Czas nie ma tu jednak istotnego znaczenia, bo tak naprawdę liczy się pomysł i niekonwencjonalność. Tylko one są gwarantem niezapomnianych wspomnień na resztę wspólnego życia. Również i w tym przypadku z pomocą nadjechać może nasz Outback, który pozwoli zrealizować nawet najbardziej zaskakującą wizję wyjazdu zarysowaną w głowach świeżo upieczonych małżonków.



     Jak wykazują statystyki, po nałożeniu na palce obrączek historie bywają różne. Wszystkim kobietom życzyłabym, rzecz jasna, by ich wybranek w dalszym ciągu potrafił pozytywnie je zaskakiwać i wspinać się na wyżyny swej opiekuńczości i dbałości o szczegóły. Za przykład niech zatem wszystkim panom posłuży tu krótki film instruktażowy zrealizowany z rozmachem zapewne jeszcze przed ślubem, lecz jak najbardziej aktualny na każdym etapie historii związku. Drodzy Panowie – tak właśnie należy dbać i zabiegać o swoją wybrankę również po ślubie!



     Bądźmy jednak dobrej myśli i skupmy się na małżeństwach, w których wszystko układa się bez większych zawirowań. Niektórzy panowie naprawdę potrafią zatroszczyć się o wszystko, a szczególnych umiejętności nabywają w tym względzie wówczas, gdy rodzina ma się powiększyć. Nagle okazuje się, że mężczyzna potrafi wykonać również te z zadań, które dotychczas spoczywały na barkach kobiety. Co więcej – wychodzi mu to świetnie. Tak, tak drogie panie – ideały jednak istnieją! Widać to w reklamie Legacy z 2011 roku, zatytułowanej „Sweet Tomorrow”.



     By tego było mało, panów czasami dopada również melancholia! Pokazuje to reklama Imprezy obchodząca właśnie swoje drugie urodziny. O opowiedzianej w niej historii możemy wnioskować już z samego tytułu „200 000 Miles”. Tak to jakoś bowiem bywa, że u niektórych kierowców okrągła cyfra na liczniku wywołuje nagły przypływ wspomnień, a czasami całe morze refleksji. W tym przypadku bohater wraz z wskazaniem licznika cofa się w przeszłość, a my poznajemy okoliczności narodzin jego związku i kilka punktów przełomowych, jakie mu towarzyszyły. Życie to ciągłe zmiany, a ukochany samochód pozwala wiernie je rejestrować, o ile... sam zmieniany nie jest.



     Historia uczuć każdego z nas to niekończące się pasmo przeżyć i doświadczeń. Czasami nastają chwile, w których przychodzi się nam zmierzyć z tym, co było i na zawsze minęło. Dzieje się tak na przykład wówczas, gdy nagle spotykamy kogoś, komu przed laty na dłuższą lub krótszą chwilę oddaliśmy swoje serce. Chcąc – nie chcąc, zostaliśmy tak skonstruowani, że nasz umysł w takich momentach zalewa fala wspomnień związanych z byłą połówką. Pomimo tego, że owa połówka nie była nam pisana na stałe, pogrążamy się w zadumie, zaczynamy gdybać, analizować. Nie starajmy się jednak owych myśli na siłę tłumić, odpowiadając szczerze na pytanie, czy nasz obecny związek miałby dzisiaj prawo bytu, gdyby nie to, czego nauczyła nas przeszłość? Na krótką wycieczkę w sferze wyobraźni pozwolił sobie bohater reklamy Forestera z 2011 roku, do której obejrzenia serdecznie zachęcam, kończąc tym samym pierwszy rozdział mojej podróży po świecie uczuć skrywanych pod szyldem Subaru.